Założyciel Fundacji
Artur Wąsowicz
W 2020 roku straciłem nogę. Przez lata zbierałem wiedzę z dziesiątek rozproszonych, często sprzecznych źródeł. Ta fundacja powstała po to, żeby nikt nie musiał szukać jej tak długo, jak ja.
„Buduję tę fundację, bo sam szukałem takiego miejsca - i go nie znalazłem.”
Skąd ta fundacja
Większość fundacji ma misję spisaną w statucie. Ta ma założyciela, który żyje nią każdego dnia.
W 2020 roku straciłem lewą nogę. Nie piszę o tym, żeby wzbudzić współczucie - piszę, bo to jest fakt, który wyjaśnia, dlaczego ta fundacja w ogóle istnieje.
Zacząłem szukać informacji jeszcze w szpitalu - w tygodniu po wybudzeniu ze śpiączki, gdy leżałem z amputowaną lewą nogą, złamaną prawą i uszkodzonym kręgosłupem. Chciałem wyjść z niego z podstawową wiedzą o tym, co mnie czeka. Przez kolejne lata zbierałem wiedzę o protezach, rehabilitacji, leczeniu bólu fantomowego, możliwościach finansowania. Zbierałem ją z dziesiątek rozproszonych i niejednokrotnie sprzecznych ze sobą źródeł. Wiedzę, którą ta fundacja zbiera w jednym miejscu.
Pierwsze myśli o fundacji pojawiły się około sześciu miesięcy po wypadku - pod koniec lipca 2020 roku. Wiedziałem wtedy jedno: to jeszcze nie jest ten moment. Lewa noga: amputacja, gwóźdź śródszpikowy, śruba i pęknięty krętarz. Prawa noga: kość udowa z gwoździem śródszpikowym i czterema śrubami, pęknięty krętarz. Kręgosłup: pęknięte kręgi lędźwiowe, sześć miesięcy w gorsecie. Złamana kość łódeczkowata w prawej ręce.
Na zewnątrz trwała pandemia. Przez pierwsze dwa i pół roku żyłem głównie na wózku - z bólami fantomowymi tak silnymi, że brałem dziewiętnaście tabletek przeciwbólowych dziennie. W tym czasie przeszedłem jeszcze trzy operacje: dynamizację kości udowej, wymianę gwoździa śródszpikowego i reamputację z plastyką kikuta - konieczną, bo lewa noga nie goiła się tak jak powinna. Wiedziałem, co chcę zbudować. Czekałem cierpliwie pięć lat. Pierwsze prace nad statutem zacząłem w 2025 roku.
Skąd ta kompetencja
Zanim straciłem nogę, przez prawie dekadę budowałem agencję opieki domowej i pracy dla zawodów medycznych. W szczytowym momencie zatrudniała ponad 250 pracowników i jako pierwsza w regionie posiadała akredytację UK Home Care Association - zanim kogokolwiek wysłałem do pacjenta, musiałem mieć pewność, że moi pracownicy wiedzą, co robią.
Od kilku lat współpracuję z firmą technologiczną z Poznania jako konsultant i tester pierwszej polskiej bionicznej protezy stopy i kolana. Doradzam w sprawach funkcjonalności i komfortu chodzenia, nie inżynierii. To osobny projekt, niezwiązany z fundacją.
Logo fundacji przedstawia dwie stopy: naturalną i bioniczną. To spotkanie, które znam z własnego życia. Po jednej stronie jest ciało i emocje, po drugiej inżynieria i rozwiązania, które pomagają wrócić do sprawności. Świat Bioniki działa dokładnie na tym styku.
Perspektywa, której nie ma w żadnym podręczniku
Nie jestem lekarzem ani protetykiem. Nie mam dyplomu z biomechaniki. I - wbrew pozorom - to jest moja największa zaleta w tym projekcie.
Wiem, czego szuka człowiek, który właśnie wrócił do domu po amputacji. Wiem, co znaczy pierwszy raz założyć protezę i wyjść na ulicę. Żaden podręcznik tego nie opisuje. Żyję tym materiałem od środka - i to jest perspektywa, której brakuje w każdym katalogu i broszurze.
„Każda osoba po amputacji zasługuje na niezależną wiedzę - zanim zacznie wybierać protezę.”
Co robi fundacja
Fundacja Świat Bioniki łączy wiedzę, społeczność i bezpośrednie wsparcie beneficjentów - buduję ją jako ktoś, kto sam przeszedł tę drogę.
Na portalu swiatbioniki.pl i kanale YouTube znajdziesz wiedzę o protezach, rehabilitacji i codziennym życiu po amputacji - pisaną językiem człowieka, nie katalogu.
W społeczności znajdziesz osoby, które były dokładnie tam gdzie Ty - i wiedzą, jak wygląda ta droga od środka.
Portal, YouTube, programy wsparcia - wszystko po to, żeby kolejna osoba po amputacji nie musiała szukać tak długo, jak ja.
Kontakt bezpośredni
Masz pytanie albo pomysł na współpracę?
Odpowiadam osobiście. Bez formularzy i automatycznych odpowiedzi.
Napisz do mnie