Dostępność (WCAG 2.2)

Rozmiar tekstu
0
Czcionka dla dyslektyków
Rozszerzone odstępy
Wysoki kontrast
Ogranicz animacje

Przywrócisz go odnośnikiem Asystent głosowy w stopce strony.

Rehabilitacja · 9 min czytania

Rehabilitacja po amputacji: jak wygląda ta droga i dlaczego u każdego może być inna

Artur Wąsowicz · 20 lipca 2026 · aktualizacja 4 października 2026

Ile trwa rehabilitacja po amputacji? To pytanie zadałem chyba każdemu lekarzowi, z którym miałem wtedy do czynienia. Za każdym razem słyszałem inną odpowiedź i dopiero po latach zrozumiałem, dlaczego.

Mężczyzna po amputacji ćwiczy z taśmą oporową na piłce rehabilitacyjnej, obok asystuje fizjoterapeuta

Zastrzeżenie: ten tekst opisuje moją drogę oraz ogólny przebieg rehabilitacji po amputacji. Mój przypadek był trudniejszy niż przeciętny, ponieważ amputacja nie była jedynym obrażeniem po wypadku. U Ciebie najpewniej potrwa to krócej. Tempo oraz kolejność poszczególnych etapów zależą od poziomu amputacji, wieku, chorób współistniejących i wielu innych czynników, o których piszę niżej, dlatego ten tekst nie zastąpi planu ustalonego z Twoim lekarzem, fizjoterapeutą i protetykiem.

Kiedy się wybudziłem, chciałem usłyszeć jedną liczbę. Ile tygodni, ile miesięcy, kiedy wrócę do chodzenia. Nikt nie był w stanie precyzyjnie tego określić.

Dziś swoją liczbę znam. Przez pierwsze dwa i pół roku żyłem głównie na wózku. Podaję ją od razu, z jednym zastrzeżeniem. Nie przekładaj jej na siebie, bowiem moja droga była długa nie dlatego, iż amputacja wymaga tyle czasu, lecz dlatego, że była u mnie jednym z kilku obrażeń.

Rehabilitacja po amputacji ma etapy, przez które przechodzi prawie każdy, choć jednego harmonogramu dla wszystkich nie ma. W każdej części tekstu piszę zatem najpierw o tym, co wspólne dla większości osób, a dopiero potem o tym, jak wyglądało to u mnie. Jeżeli te dwa opisy się od siebie różnią, nie jest to błąd. O tym właśnie jest ten artykuł.

Rehabilitacja, która nie zaczęła się od kikuta

U większości osób po amputacji kończyny dolnej cała uwaga od pierwszych dni idzie w jedno miejsce: gojenie rany, kształt kikuta i przygotowanie do protezy. Plan jest prosty w założeniu, choć trudny w wykonaniu.

U mnie ten plan nie mógł ruszyć. Wypadek miałem pod koniec stycznia 2020 roku. Po wybudzeniu ze śpiączki dowiedziałem się, iż nie mam lewej nogi, amputowanej na poziomie uda. Była to jednakże tylko część listy.

Prawa kość udowa była złamana w dwóch miejscach, zespolona gwoździem śródszpikowym i czterema śrubami. Krętarze pęknięte po obu stronach. Pęknięty piąty krąg lędźwiowy. Do tego złamana kość łódeczkowata w prawej ręce.

Wymieniam to wszystko, ponieważ rehabilitacja po amputacji opiera się na dwóch filarach: na drugiej nodze, która przejmuje ciężar ciała, oraz na rękach, którymi można się podeprzeć. Ja długo nie miałem ani jednego, ani drugiego.

Mój zegar nie ruszył zatem, kiedy zagoił się kikut. Ruszył dopiero wtedy, gdy reszta ciała pozwoliła w ogóle spróbować.

Pierwsze dni: kiedy liczy się tylko gojenie

W pierwszych dniach nie ma mowy o ćwiczeniach chodu. Liczy się wyłącznie gojenie rany, a kikut jest obrzęknięty i wyraźnie wrażliwy na dotyk. Fizjoterapeuta pojawia się już wtedy, choć nie po to, by ktokolwiek wstawał. Uczy głębszego oddychania oraz poruszania stawem biodrowym w bezpiecznym zakresie, żeby mięśnie nie zaczęły od razu tracić siły.

W tym samym czasie u większości osób pojawia się ból fantomowy. Szacuje się, iż dotyka on około 60 do 70 procent osób po amputacji, a w pojedynczych badaniach odsetek sięga nawet 80 procent. Zdecydowana większość odczuwa go już w pierwszym tygodniu.

Nie byłem na to przygotowany. Kiedy poczułem palce, których już nie miałem, przez chwilę pomyślałem, że dzieje się coś złego, tymczasem nie był to sygnał komplikacji, tylko sposób, w jaki mózg radzi sobie z nagłą zmianą w ciele.

U mnie ten ból nie skończył się na epizodzie. Był tak silny, że przez długi czas brałem dziewiętnaście tabletek przeciwbólowych dziennie. Po nocach, które przerywał, czułem się jak zombie. Piszę o tym, ponieważ ból fantomowy potrafi zabrać całą energię potrzebną do rehabilitacji i wtedy z objawu staje się przeszkodą w powrocie do sprawności. Jego natężenie trzeba zgłaszać lekarzowi. Istnieją metody, które go łagodzą, i opisuję je osobno, w tekstach o tym, skąd bierze się ból fantomowy, oraz o nerwiaku i zabiegach.

Kikut, który dyktuje tempo

Gdy rana zaczyna się goić, uwaga przesuwa się na kształt kikuta, a od niego oraz od objętości kikuta zależy, jak będzie leżała przyszła proteza i jak szybko zacznie się nauka chodu. Postęp jest tu mało widoczny z zewnątrz, więc frustracja przychodzi szybciej niż na etapie gojenia rany. Dzień w dzień wracają te same cztery rzeczy.

Robiłem to wszystko, tyle że dłużej oraz w pozycji leżącej albo siedzącej, bo nie miałem jak stanąć. Pierwszej lekcji z tego okresu nie doceniłem od razu. Praca nad kikutem ma sens nawet wtedy, gdy do protezy jest bardzo daleko. Kikut, którym przez pół roku nikt się nie zajmuje, dorabia się przykurczu i obrzęku, a cała praca startuje z gorszego punktu.

Dwa i pół roku z wózka

U mnie ten etap trwał najdłużej.

Każda osoba, u której proteza jest odłożona w czasie, staje przed tym samym zadaniem. Musi utrzymać ciało w takim stanie, żeby później dało się z niego wystartować. Zagrożenia są tu dwa, zanik mięśni i przykurcz. Oba są odwracalne tylko do pewnego momentu.

Przykurcz zgięciowy biodra należy do częstszych problemów po amputacji na poziomie uda. Kikut w pozycji siedzącej jest cały czas zgięty. Jeżeli nikt go świadomie nie prostuje, po kilku miesiącach przestaje prostować się sam. Proteza wymaga natomiast wyprostu, bez którego nie da się jej dobrze ustawić. Więcej piszę o tym w tekście o przykurczach.

U mnie fronty były trzy: kręgosłup, kikut i prawa noga.

Przez pierwsze sześć miesięcy nosiłem gorset. Bez niego wolno mi było unieść tułów najwyżej do trzydziestu stopni. Usiąść pionowo albo przesiąść się na wózek mogłem dopiero po jego założeniu. Brzmi to jak drobiazg, a jednak ustawiało cały dzień, bo każda zmiana pozycji stawała się osobną operacją.

Wszystko, co wtedy robiłem, było kinezyterapią, czyli pracą ruchem, a nie zabiegami z użyciem prądów czy ultradźwięków. Sprowadzało się to do kilku ćwiczeń powtarzanych bez końca:

Pionizowałem się tak często, jak pozwalał na to stan kości, czyli nie codziennie i nie zawsze regularnie, za to przy każdej nadarzającej się okazji.

Fizjoterapię miałem w tym okresie szpitalną, ambulatoryjną, a raz także turnusową. Była prawie ciągła, choć z kilkumiesięcznymi przerwami, które nie były moim wyborem. Piszę o nich, ponieważ jeśli u Ciebie też się pojawią, nie oznacza to, iż wszystko przepadło. Tym bardziej liczy się wtedy to, co robisz sam, w domu, bez nikogo nad sobą.

Najlepszym przykładem jest leżenie na brzuchu. Nie wymaga sprzętu ani niczyjej obecności, a różnicę robi ogromną.

Pierwsza proteza

Pierwszą protezą jest proteza przygotowawcza, czyli tymczasowa, traktowana jako narzędzie do nauki i wymieniana później, kiedy kikut przestaje tak szybko zmieniać kształt. Poprzedzają ją leje testowe, bowiem lej musi pasować, zanim montowanie do niego czegokolwiek nabierze sensu.

Pierwsze pionizacje odbywają się przy barierkach, pod kontrolą fizjoterapeuty albo protetyka. Uczysz się od nowa przenosić ciężar ciała, gdyż proteza nie reaguje tak jak własna noga.

Chodzenie z protezą kosztuje więcej energii, niż widać z zewnątrz. Badania nad osobami po amputacji na poziomie uda pokazują wzrost zapotrzebowania na tlen od 20 do ponad 60 procent w porównaniu z chodem na dwóch własnych nogach, zależnie od metodyki badania i kondycji osoby badanej.

U mnie ten moment przyszedł po sześciu miesiącach. Wyznaczył go nie stan kikuta, tylko zdjęcie gorsetu. Tego samego dnia, w którym gorset zszedł, pojechałem do protetyka. Pierwsze leje testowe, pierwsza pionizacja i proteza tymczasowa.

Pierwszy dystans przeszedłem u protetyka, w barierkach, kilka metrów. Potem był chodzik.

Zmęczenie po tych kilku metrach przyszło od razu. Wtedy odebrałem je jako słabą kondycję, choć była to zwykła fizjologia, ta sama, którą opisują przytoczone wyżej badania nad zapotrzebowaniem na tlen.

Nie napiszę, że od tamtego dnia stanąłem na nogi, bo wróciłem na wózek i spędziłem na nim jeszcze długo. Był to jednak pierwszy dzień od wypadku, w którym zobaczyłem, iż jest o co grać.

Kiedy proteza jest, a kość mówi co innego

Proteza tematu nie zamyka, bo kikut żyje i zmienia się dalej. Większość problemów w tym okresie dotyczy leja. Lej bywa za luźny albo za ciasny, obciera, zostawia zaczerwienienia, a rozwiązuje to regulacja u protetyka. Przypomina to but, który jeszcze niedawno był wygodny, a dziś obciera, choć zmieniła się stopa, nie but.

Nie każdy kłopot bierze się jednak z leja. Bywają objawy, przy których kolejna regulacja nic nie zmieni, ponieważ przyczyna leży pod skórą.

U mnie na szczycie kikuta zaczęły powstawać krwiaki. Po założeniu leja pojawiał się też konkretny ból. Zdjęcie rentgenowskie pokazało osteolizę szczytu kości udowej, czyli zanik tkanki kostnej na końcu kości.

Skończyło się reamputacją z plastyką kikuta. Była to jedna z kilku operacji, które przeszedłem w tym okresie, obok między innymi dynamizacji kości udowej oraz wymiany gwoździa śródszpikowego.

Reamputacja cofa zegar. Wraca gojenie, wraca obrzęk, wraca formowanie kikuta, a do tego potrzebny jest nowy lej. Wszystko, co opisałem wyżej przy kształtowaniu kikuta, robi się drugi raz.

Jeżeli ból pojawia się dopiero po założeniu leja i wraca mimo kolejnych regulacji albo na kikucie powtarza się coś niepokojącego, na przykład krwiaki, przyszedł czas na zdjęcie, a nie na kolejną wizytę regulacyjną. Powiedz o tym wprost lekarzowi.

Powrót do zwykłego dnia

Nauka chodu na sali rehabilitacyjnej to jedno, zwykły dzień zaś to coś zupełnie innego, bo płaska podłoga i barierki niewiele mają wspólnego z nierównym chodnikiem, pośpiechem na przystanku czy sklepem pełnym ludzi. Na tym etapie dochodzą zatem nowe zadania:

Jest to także moment na ocenę, czy proteza tymczasowa nadal spełnia swoją funkcję, czy może czas na protezę docelową. Decyzja ta nie zapada raz na zawsze, ponieważ kikut zmienia kształt i objętość nawet do dwóch lat po amputacji, przy czym największe zmiany przypadają na pierwsze miesiące.

Korekta wzorca chodu zajęła mi więcej czasu niż nauka stania. Naturalną skłonnością jest kompensowanie brakującej nogi całym ciałem, co na dłuższą metę obciąża kręgosłup oraz drugą kończynę. W moim przypadku ryzyko było podwójne, ponieważ kręgosłup był już uszkodzony, a druga noga po złamaniach. Fizjoterapeuta poprawiał mnie dosłownie przy każdym kroku.

Dlaczego u każdego wygląda to inaczej

Z rozmów z innymi osobami po amputacji wynoszę skrajnie różne historie: jedni wracali do samodzielnego chodzenia po kilku tygodniach, inni dopiero po kilku latach. Różnicę robią czynniki, które u każdego układają się inaczej.

Wszystko to dotyczy amputacji nogi. Rehabilitacja po amputacji ręki albo przedramienia rządzi się innymi zasadami, ponieważ najważniejsza jest tam sprawność manualna, nie chód, ja zaś piszę o drodze, którą znam z własnego doświadczenia.

Co zostaje, kiedy intensywna rehabilitacja się kończy

Koniec najbardziej intensywnego etapu nie oznacza końca pracy. Mój kikut zmieniał się blisko dwa lata, więc lej trzeba było kilkukrotnie dopasowywać na nowo. Regularne wizyty kontrolne u protetyka i fizjoterapeuty towarzyszą mi na stałe, także wtedy, gdy wszystko działa dobrze.

Została też praca bez końca: kręgosłup i druga noga. W moim przypadku nie jest to profilaktyka, tylko konieczność, bo jedno i drugie swoje już przeszło. Dotyczy to jednak każdej osoby chodzącej z protezą, także tej bez dodatkowych obrażeń. Druga kończyna pracuje za dwie przez resztę życia.

Co bym powiedział sobie sprzed operacji

Powiedziałbym, żeby nie mierzył swojego tempa tempem innych osób, bo każda z tych historii toczy się na innych warunkach. Moja także nie przystaje do Twojej. Piszę to świadomie na końcu tekstu, w którym opowiedziałem ją od początku do końca.

Powiedziałbym, iż dni bez postępu nie oznaczają cofania się, bowiem ciało pracuje wtedy nad czymś, czego jeszcze nie widać. Przez te dwa i pół roku miałem takich dni więcej niż jakichkolwiek innych.

I powiedziałbym, żeby pytał wprost za każdym razem, kiedy coś jest niejasne, bo najlepszym wsparciem w tym procesie jest zespół, któremu się ufa, a nie artykuł w internecie, ten mój włącznie.

Podaj dalej

Znasz kogoś, komu ten tekst się przyda? Wyślij mu go.

Co dalej

Następny krok Gdzie szukać wsparcia Gdzie szukać dofinansowania do protezy, rehabilitacji i sprzętu poza NFZ i PFRON.

Masz pytanie o swój etap rehabilitacji? Napisz do nas przez formularz kontaktowy. Nie zastąpimy Twojego zespołu medycznego, ale chętnie podpowiemy, gdzie szukać dalej.

Artur Wąsowicz

Założyciel Fundacji Świat Bioniki, użytkownik protezy od 2020 roku

Źródła

  • Pogorzała A.M., Rohde A., „Przyczyny, rodzaje i poziomy amputacji kończyn dolnych”, Wyższa Szkoła Edukacji i Terapii w Poznaniu – wydawnictwo.wseit.edu.pl
  • Genin J.J., Bastien G.J., Franck B., Detrembleur C., Willems P.A., „Effect of speed on the energy cost of walking in unilateral traumatic lower limb amputees”, European Journal of Applied Physiology (2008) – link.springer.com
  • Limakatso K., Bedwell G.J., Madden V.J., Parker R., „The prevalence and risk factors for phantom limb pain in people with amputations: A systematic review and meta-analysis”, PLoS One (2020) – journals.plos.org
  • Bornemann-Cimenti i wsp., „Early Onset and Treatment of Phantom Limb Pain Following Surgical Amputation”, Pain Medicine (2017) – academic.oup.com
  • Kaufman i wsp., „Energy Expenditure and Activity of Transfemoral Amputees Using Mechanical and Microprocessor-Controlled Prosthetic Knees”, Archives of Physical Medicine and Rehabilitation – sciencedirect.com